poniedziałek, 28 lutego 2011

Nowy nabytek!

Jako ze jestem chora sila rzeczy musialam isc do apteki. Kupilam co trzeba i przy wyjsciu rzucily mi sie w oczy podklady z Vichy. Hah, ucieszylam sie, zaczelam grzebac, macac i ogladac, po czym po chwili podeszla do mnie pani farmaceutka. Sama bardziej bylam zainteresowana Dermablend'ami, ale pani raczej mi go odradzala, stwierdzila ze bedzie dla mnie za ciezki, za to polecila mi Aera Teint Pure. Chciala mi dac probke, ale stwierdzilam ze od razu kupie - wiedzialam ze jak od razu nie kupie, bede zastanawiac sie w nieskonczonosc, a po smierci pompki od yves rocher jednak podklad byl mi potrzebny. 
Pani dobrala mi kolor 12 trés clair opal - BARDZO jasny, idealny wrecz, ciezko dostac az tak jasny podklad. 




Moje pierwsze wrazenie, no to normalnie masakra, nie moge sie doczekac az jutro rano sobie go poloze na moja buzie i "skora bedzie swieza i bedzie oddychac swobodnie.."

Koszt : 18,50€

WRRRRR! badziewie!

Wczoraj chcac sprawdzic ile mi tam jeszcze mojego podkladu z yves rocher zostalo elegancko zepsula mi sie pompka. Rurka sie ulamala i wystaje teraz tylko taki "kikut" a rurki za nic w swiecie wyjac z srodka nie moge. Tak jak podkladu ktorego jeszcze troche w srodku zostalo -.- Az taki taniutki ten podklad nie byl zeby ta rurka miala prawo sie ulamac. Dodam jeszcze, ze tak prosto z flaszeczki podkladu wylac sie nie da - jest za gesty, chyba ze bedziemy walic sobie tym o reke- to owszem. No nic, napisalam maila do yves rocher - moze cos zdzialam.


wtorek, 22 lutego 2011

swieze cudenka, prosto z przeceny :)

Niektorym wiadomo, wiekszosci pewnie nie, kolorowka Nivea zwinela sie z drogerii dm wraz z pierwsza polowa miesiaca luty. Najpierw wszytsko bylo -50%, o czym za pozno sie zorientowalam, bo z podkladow i pudrow zostaly tylko najciemniejsze odcienie a reszta jakos mnie nie interesowalam. 
Dzisiaj wchodzac do dm'a, pierwsze co ujrzalam byl wspanialy koszyk, a na nim informacja o likwidacji szafy nivea beauté i wyprzedarzy resztek za cale 0,95€ :D a oto co wylowilam :




Lakier do paznokci, roz na ktorym za nic w swiecie nie moge znalezc numeru ani koloru i dwie pomadki, jak sie potem okazalo w zblizonych kolorach, no ale juz trudno. A wiec, zaczynamy testowac! :D

PS! kolekcja whooom booom u nas juz jest - pewnie wiecie ze tam jest taki blyszczyk zmieniajacy kolor. tester byl jakims cudem jeszcze swiezy i nalozylam sobie ciemniejsza wersje na usta - szczerze odradzam do tego w ogole sie dotykac!!! usta w blyskawiczym momencie zabarwily sie na wsciekly roz, zaczely piec a co najgorsze - nie moglam pozbyc sie tego koloru z ust..

wtorek, 1 lutego 2011

.. bo to moje oczy lubia najbardziej :)

Czy znacie takie chamskie uczucie zmeczenia i pieczenia oczu ? Jakby piachu nam ktos w oczy nasypal, chyba nikt tego nie lubi. I nawet nie szukalam specjalnie nic zeby z tym walczyc, bardziej cos na te moje since. Ale krecac sie po aptece samoobslugowej i grzebiac w kremach pod oczy trafilam na to cudo :






Cos tam czytalam juz o nim na wizazu - wiem ze byl chwalony. Dodatkowo byl bardzo tani ( ok 5-6 zl ) wiec pomyslalam ze strat sobie narobic nie moge. Wybralam wersje z herbata.
Taki sloiczek miesci w sobie 10 g zelu, ktory bezproblemowo sie wchlania, nie zostawia nic na skorze i absolutnie niczym nie pachnie
Wedlug producenta ma znosic swad i pieczenie w okolicach oczu, usuwac objawy zmeczenia, lzawienia i bolu oczu oraz ma dzialac przzeciwzapalnie oraz przeciwpodraznieniowo.

I ja sie moge pod tym tylko podpisac. Zmeczone okolice oczu wygladaja po nalozeniu zelu rzeczywiscie na bardziej wypoczete (wiadomo, nie jest tak, ze nie przespimy 2 nocy, posmarujemy sie i wygladamy idealnie) i praktycznie natychmiastowo przynosi ulge - co na prawde mi sie podoba. Kupilam go dokladnie w wigilie, od tego dnia codziennie rano go uzywam i jestem z niego bardzo BARDZO zadowolona - moj absolutny faworyt, z ktorego na pewno nie zrezygnuje. 

Problem sincow nie zniknal, ale to nie bylo zadanie tego produktu - dobry korektor i juz.

Problem jest taki ze kupilam tylko jedno opakowanie ktore mi ma niby starczyc do wielkanocy :D Nie mam szans zeby go tutaj w Niemczech dostac i nie wiem co zrobie. Nastepnym razem kupie sobie na pewno ten i jakis jeszcze inny, moze ten z babka lancetowata ?

sobota, 29 stycznia 2011

For my eyes only :)

Beautiful Green Eyes - moje moze nie do konca beautiful , ale po czesci na pewno green oczy bardzo sie ucieszyly z paletki NYX For Your Eyes Only :)





u gory na bazie, pod spodem bez


Co tu duzo mowic, mega pigmentacja, kolory swietne, praktycznie 1000 mozliwosci na makijaz z wykorzystaniem tylko i wylacznie tej paletki - od dziennego po wieczorowy. Bardzo jestem zadowolona tym cudenkiem, z calego serca POLECAM :)

Kolejny rimmelowy niewypal..

Dzisiaj obiektem krytykowanym beda cienie z Rimmela Colour Rush w kolorze 640 Rendezvous (czy mi sie zdaje czy tego nie powinno pisac sie rendez-vous ?) Od pierwszego wejrzenia wpadl mi w oko ten jasniejszy kolorek - sliczny brzoskwiniowy z drobniusienkim zlotym brokatem - jest uroczy. 

w sporej ilosci na bazie ArtDeco

Zacznijmy od OPAKOWANIA. Jest juz w dwoch czesciach. Wyglada ladnie, plastik z ktorego jest wykonane jest badziewny, no i klapka odpadla po paru otwarciach. 
Zielony cien jest.. bardzo malo napigmentowany, dlatego nie mialam go jeszcze na oku i podejrzewam ze nigdy nie bede miala. Kolor jest malo ciekawy, na reku zostawia tylko poswiate, ktorej szczerze mowiac nie widac, watpie zeby na oku wypadal lepiej, wiec po co na niego tracic nerwy.
Najbardziej zalezalo mi na tej brzoskwince. Nie wiem dlaczego, ale ten kolor bardzo mnie urzekl. Niestety jakosciowo nie powala - co prawda moim zdaniem jest bardziej napigmentowany niz zielony, ale jest twardy i niestety trzeba go nalozyc sporo, aby w jakimkolwiek stopniu byl widoczny na powiece. 

I tak uzywam go dosyc czesto do makijazu codziennego - tak "odswieza" oko ta swoja polyskujaca poswiata. Maluje oczy tylko z baza ArtDeco i na ten bazie trzyma sie dobre 8 godzin. 


Ogolnie nie polecam - chyba ze ktos preferuje delikatny i subtelny makijaz.:)

czwartek, 20 stycznia 2011

cienie KOBO - 116 i 102

Kobo staje sie coraz popularniejsza marka - i slusznie, bo jak narazie kazdy z 3 produktow tej firmy ktore posiadam sa wrecz wysmienite :) Po ochach i achach na temat wypiekanego rozu, przyszedl czas na cienie :) 



Powyzsze kolorki to 116 chocolate (z tego co  pamietam, czemu na odwrocie sa tylko numerki?!) i 102 almond (tutaj jestem pewna). Zdjecie troche przyciemnilo kolory, w rzeczywistosci sa jasniejsze.
Obydwa sa zupelnie matowe, jak duze dokladnie sa, nie mam pojecia, moge tylko powiedziec ze podobnie rozmiarowo do wkladow inglota pro-5. 


Cienie sa dobrze napigmentowane, ale musze przyznac moje ingloty maja jednak mocniejszy pigment, nie zmienia to faktu, ze i tak jestem zadowolona. Maluje oczy tylko i wylacznie na bazie art deco i na tej bazie bezproblemowo wytrzymuja calutki dzien :) Nie osypuja sie, ladnie daja sie rozcierac na powiece. Wiem ze kobo ma spory wybor kolorow, wiec na pewno jeszcze skusze sie na pare z nich. Ale takiego matowego bezu miedzy tym brazem a bialym nie mieli, dlatego dokupilam wkladzik z inglota, a calosc przezentuje sie tak :


Taki moj maly, dzienny dream-team :D 

a tak nawiasem ten inglot to numerek 390 matte :)


No to milego wieczora! :)